Jest 1. sierpnia, gdy robię ten wpis. Lato 2025 przejdzie do historii jako to, które nie przyszło. Pomimo świetnego początku, jakim był ślub Kasi i Piotra, potem jakby coś tąpnęło. Na sesję z Anią umawiałyśmy się od wiosny, ale aż do końca czerwca nie było aury. W końcu przyszedł lipiec, kilka krótkich wymian typu „dziś mi nie pasuje”, i oto jest – najdłużej planowana sesja w mojej karierze (serio, śluby ogarnia się krócej ;)). Za radą kogoś bardzo doświadczonego i zaangażowanego w temat, wybrałyśmy się w okolice Dworu w Mogilanach. Pierwszy raz byłam w tym miejscu, i muszę przyznać – ma klimat. Nie jest to jeden z tych wymuskanych dworków, gdzie za możliwość popatrzenia kasują miliony. Tutaj wchodzi się za darmo przez bramę główną. Jednak dzięki tej opcji, nawet w środowe popołudnie można natknąć się na trzy pary młode, sesje narzeczeńską i syrenę. Wszyscy staraliśmy się pracować z szacunkiem do siebie i własnej przestrzeni, dzięki temu jestem pewna że zdjęć w okolicach Dworku nie da się zepsuć. A na pewno nie z taką modelką 🙂